sobota, 18 stycznia 2014

Afrodział 10

Urodziny były idealne. Mniej więcej w połowie zabawy, kiedy Wozz z Baronem pijani spali na kanapie, a Natalia na podłodze prawie pod stołem, oparta o kanapę, poszliśmy z Tomsonem się przewietrzyć, bo kręciło mi się w głowie.
  • No to plan Łozinki nie wypalił – powiedział Tomek śmiejąc się, był troszeczkę pijany, no dobra był tak pijany, że ledwie go rozumiałam.
  • Jaki plan? - zapytałam, w prawdzie byłam w podobnym stanie, ale jakoś dawałam radę
  • No miał nadzieję, że upiję cię pierwszą...
  • I?
  • Nic, tylko to – wiedziałam, że coś kręci, ale nie miałam siły pytać, o co chodzi.
  • Ok, możemy już wracać? Jestem zmęczona.
  • Jasne, chodźmy.
Poszliśmy do jego pokoju. Kiedy położyliśmy się do łóżka Tomek przysunął się do mnie i zaczął namiętnie całować... Byłam szczęśliwa z takiego obrotu wydarzeń, ale mój organizm chyba nie za bardzo, szybko uciekłam do łazienki.
  • Co się stało? - zapytał zaskoczony Tomek wpadając do łazienki
  • Proszę nie patrz na to, wyjdź.
  • Chyba przegięłaś jak na pierwszy raz. - powiedział śmiejąc się ze mnie, ale poszedł spać.
Całą noc spędziłam z głową w muszli klozetowej. Rano do łazienki wpadła Natalka.
  • Boże Majka nic Ci nie jest? Tomek mi powiedział, że nie ma pojęcia gdzie jesteś i Cię szukaliśmy.
  • Jak to nie wie gdzie jestem? Przecież był tu chyba wieczorem...
  • Dobra nie ważne, chodź.
  • Ok
Poszłyśmy do kuchni, gdzie była reszta towarzystwa. Od razu zauważyli, że ze mną nie jest najlepiej.
  • Co kac morderca? - zapytał Łozo śmiejąc się ze mnie, pokazałam mu język jak mała rozkapryszona dziewczynka.
  • Wody? - zapytał Baron wywracając oczami.
  • Chętnie, a gdzie jest Tomek?
  • Szuka Cię w ogrodzie.
  • Pójdę po niego – uśmiechnęłam się i wyszłam
Kiedy wyszłam do ogrodu, byłam zaskoczona, bo Tomek spał pod drzewem, podeszłam do niego i usiadłam obok. Wystraszony obudził się
  • Co, co się stało?
  • Nic, jak się czujesz? - podałam mu wodę
  • A ty?
  • Lepiej, chyba będziemy musiały poprosić Wiolę, żeby po nas przyjechała.
  • Nie jedź jeszcze – poprosił.
  • Jasne, że nie, przecież trzeba to posprzątać. Dałam mu buziaka w policzek i wstałam, on po chwili także się podniósł i poszliśmy razem do domu.
Posprzątanie całego bałaganu zajęło nam całą godzinę.
  • No nareszcie skończyliśmy
  • Tak, trwało to całe wieki – przytaknęłam mu i poszłam usiąść na kanapie. Po chwili dołączyli do mnie pozostali. - To my się chyba będziemy zbierać – powiedziałam, a Natalka potwierdziła to kiwnięciem głowy.
  • To ja wyjdę na zewnątrz i zadzwonię do mamy.
  • Pójdę z tobą – powiedział Wojtek wstając
  • Ja też was przeproszę, także muszę zadzwonić
Zostaliśmy sami, od razu podbiegłam do Tomka i usiadłam mu na kolanach. Uśmiechnął się i mnie pocałował.
  • A właśnie, zapomniałem o twoim prezencie
  • Tomek przestań, powiedziałam że nic nie chcę.
  • Nie marudź tylko daj mi chwilkę, zaraz wracam. - Po chwili wrócił do salonu z prostokątnym czerwonym pudełeczkiem – Wszystkiego Najlepszego – powiedział wręczając mi je.
  • Dziękuję – uniosłam wieczko i aż zaniemówiłam, ponieważ moim oczom ukazał się piękny naszyjnik z srebrną delikatną i małą zawieszą z niebieskim oczkiem.
  • Nie wiedziałem co mam Ci kupić, a ty mi wcale w tym nie pomogłaś. Mam nadzieję, że Ci się podoba – powiedział niespokojnie.
  • Jest piękny – wyszeptałam, dlaczego płakałam nie wiem, ale byłam zachwycona prezentem. - zapniesz mi?
  • Jasne – wtedy do salonu weszła Natalia z Łozem. Nie wierzyłam własnym oczom, oni trzymali się za ręce, Wojtek uśmiechał się wesoło, natomiast na Jej twarzy widziałam zmieszanie.