Całą drogę powrotną
rozmyślałam nad tym co się wydarzyło w ciągu tego miesiąca. Nie
mogłam w to uwierzyć, jednak po głowie krążyło mi tylko jedno
pytanie, dlaczego? Kiedy dojechałam od razu spostrzegłam tatę,
jednak nie był on sam, po jego prawej stronie stała Hana, bardzo
ucieszyłam się na jej widok. Natomiast po lewej stronie stał nie
kto inny jak Krystian. Podeszłam bliżej tato uśmiechnął się do
mnie promiennie.
- Witaj w domu córeczko – przytulił mnie – A cóż to za kwaśna mina?
- Nie nic po prostu zmęczona jestem – Następnie podeszłam do Hany i mocna uczepiłam się jej szyi, miałam ochotę się rozpłakać. Jednak to nie był najlepszy moment, wolałam poczekać aż zamkniemy się w moim pokoju i będę mogła bez obaw opowiedzieć jej wszystko ze szczegółami. Oderwałam się od niej i od razu ruszyłam w stronę parkingu.
- Hej! A ze mną się nie przywitasz? - usłyszałam głos Krystiana
- Nie - rzuciłam tylko przez ramię i poszłam dalej. Od razu ruszyli za mną. Dojechaliśmy do domu. Jak się spodziewałam w salonie siedzieli rodzice Krystiana. Przywitałam się z wszystkimi i skierowałam się od razu na górę, po drodze złapałam Hanę za rękę i poszłyśmy do mojego pokoju. Kiedy byłyśmy już same opowiedziałam jej wszystko dokładniej niż przez telefon. Gdy mówiłam, z oczu mimowolnie płynęły mi łzy. Wysłałam tylko jeszcze do Wiolki sms'a o szczęśliwym dotarciu. Hana została u mnie na noc więc mogłyśmy gadać do woli jednak zmęczona podróżą szybko zasnęłam. Już następnego dnia wróciłam do codziennych czynności. Jako, że Hana nie należała do rozrywkowych osób nie jeździłyśmy na żadne koncerty, ale za to spędzałyśmy wspólnie mnóstwo czasu. Jeździłyśmy na rolkach, chodziłyśmy do kina na pizzę, więc wakacje mijały świetnie. Jednak w przedostatnim tygodniu wakacji niedaleko miejscowości w której mieszkałyśmy odbywał się koncert Afromental.
- Świetnie zaliczę dwa koncerty w ciągu jednych wakacji – uśmiechnęłam się do Hany – Ale ty jedziesz ze mną
- Błagam Cię, wiesz, że nie lubię jeździć na koncerty, ja mam swój świat Ty swój Jedź z Darią, nie wybaczy Ci jak z nią nie pojedziesz.
- Racja. Na pewno nie chcesz?
- Tak na pewno – więc wieczorem zadzwoniłam do swojej kuzynki, która tak samo jak ja uwielbiała ich.
- Hej murzynu, słyszałaś już o koncercie?
- No hej, właśnie miałam do Ciebie dzwonić w tej sprawie, jedziemy?
- No jasne
Następnego dnia 4 godziny przed
rozpoczęciem się koncertu byłyśmy już pod sceną. Trwały
jeszcze ostatnie przygotowania, zobaczyłyśmy Dziamasa
sprawdzającego swoją perkusję, więc jak to fanki zaczęłyśmy
piszczeć i wołać go. Kiedy nas zobaczył uśmiechnął się i
posłał nam całusa. Jednak dopiero po chwili mnie rozpoznał i
uśmiechnął się szerzej i pomachał mi. Zobaczyłyśmy także
Lajana który palił papierosa, byłam ciekawa ile już
wypalił. Po 4 godzinach czekania wreszcie wyszli na scenę, najpierw
Dziamas z Torresem, później Baron Lajan i Śniady zaczęli
grać The Bomb, a na samym końcu wyskoczyli Tomson i Łozo.
Oczywiście kiedy tylko wchodzili wszyscy na scenę nie obeszło się
bez pisków. Koncert przebiegał jak zwykle. Jednak niedługo
przed końcem Tomek przerwał na chwilkę. Nikt nie wiedział co się
dzieję Tylko Chłopaki się uśmiechali, zastanawiałyśmy się czy
to było zaplanowane. Wtedy Tomek wypowiedział słowa które
zostaną w mojej pamięci chyba do końca życia.
W końcu dodałaś rozdział <3
OdpowiedzUsuńJest świetny! *.* Jestem bardzo ciekawa, co wydarzy się dalej. :* Pisz szybciutko kolejną część opowiadania, bo nie mogę się doczekać! <3
Zapraszam do nnie: afroomentaalstoory.blogspot.com :D
Tak, mój brak weny był chwilowy, pracuje już nad kolejnym rozdziałem. Cieszę się, że ktoś czyta moje opowiadanie i muszę się przyznać, że myślałam jakiś czas tamu nad zamknięciem bloga, jednak wasze komentarze dodały mi skrzydeł i postanowiłam dalej pisać. Do końca pozostało niewiele, ale mam nadzieję, że zacznę kolejne opowiadanie, jednak nigdy nic nie wiadomo. Dziękuję wszystkim <3
OdpowiedzUsuńNa bloga na pewno w wolnej chwili wpadnę :)